Badania czy własna praktyka?

Ostatnio na profilu jednego z moich ulubionych dietetyków natrafiłem na bardzo ciekawą dyskusję, dotyczącą mojej praktyki zawodowej, bo o ile dietetykiem z zawodu nie jestem, to w pracy z moimi podopiecznymi często sięgam po wiedzę z zakresu żywienia, a przede wszystkim treningu siłowego. I tu rodzi się pytanie, pozwólcie, że przytoczę fragment wypowiedzi Tadeusz Sowińskiego: „A dla Was co się liczy bardziej? Oparte na własnych przemyśleniach wnioski z obserwacji, czy też może dowody w postaci wyników badań naukowych?”. Więc jak? Badania czy praktyka?

Jak to często bywa, prawda leży pośrodku. Myślę, że należy znaleźć złoty środek, starając się to wszystko jakoś wyważyć, nie popadając ze skrajności w skrajność. Jestem zdania, że badania mają skłaniać do refleksji. Mają być iskrą, podwaliną pod przyszłą praktykę. Postaram się to wyjaśnić dokładniej opisując taką sytuacją.

Wykresy

Badania czy praktyka?

Wyobraźmy sobie, że przychodzi do mnie podopieczny, któremu zależy na poprawie sylwetki (+/- 90% przypadków), reszcie osób zależy na poprawie parametrów sportowych, poprawie samopoczucia etc. Przyszedł do mnie z nastawieniem powiększenia swoich gabarytów. No i co robimy? Mówimy mu, że najlepszym narzędziem do tego będzie nadwyżka kaloryczna (a dlaczego nadwyżka? No dobra tu nie trzeba faktycznie badań, bo logicznym jest, że jeśli chcesz być większym – musisz jeść więcej), ale że dla naturalnego kulturysty nie warto wrzucać horrendalnych porcji białka (rzędu +2.5g / kg), mówimy ciągle o budowie masy mięśniowej to już skąd wiadomo?

A no z obserwacji osób, które zostały poddane badaniom. I tu dochodzę do własnych wniosków? No dobra, w wielu badaniach faktycznie nie widać różnicy w zwiększonej ilości białka w diecie, więc postanawiam to sprawdzić w praktyce. Po obserwacjach wyciągam wniosek, który przekładam na pracę z moimi podopiecznymi. Mógłbym być leniwy, tworząc z moich klientów swoją własną grupę obserwacyjną, traktując ich jako króliki doświadczalne, lecz wolę tego unikać, testując rozwiązania na sobie, by potem przenieść je na dalszą pracę zawodową. Myślę, że jest to etyczne.

Żywienie to jedno, ale skupiając się tylko i wyłącznie na aspekcie dietetycznym, wykluczając dobrodziejstwa płynące z treningu siłowego nie jesteście w stanie notować zadowalających rezultatów. Dlaczego akurat trening siłowy, a nie np. trening wytrzymałościowy? Teraz wydaje się Wam to oczywiste, więc nie trzeba tego tłumaczyć, ale nie zawsze tak było. Do takich wniosków trzeba było dojść. I po to właśnie są badania.

Ale proszę Was nie popadajcie w skrajność, bo często obserwuje na różnych grupach tematycznych osoby, które za bardzo idą w stronę badań, dogłębnie analizując niemal każdą pierdołę, do tego stopnia, że brakuje im czasu na przeprowadzenie treningu i trzymania planu żywieniowego. I siedzą nosem w tej książce i sprawdzają, czy warto posiłek zjeść od razu po zakończonej sesji treningowej, czy po 30 minutach, a może odczekać godzinę. Tego typu rzeczy mają tak marginalne znaczenie w szerszym kontekście, że nie warto zaprzątać sobie tym głowy.

Wiedza poparta badaniami pozwala odróżnić nas od szarlatanów wszelkiej maści. Właśnie oglądam materiał w jednej z telewizji o znachorze, który na podstawie tęczówki oka potrafił odczytać choroby… pacjentce, która leczyła się u niego ziołami nowotwór właśnie rozerwał pierś. „Będzie Pani zadowolona, dietą usuniemy nowotwór złośliwy, niech mi Pani wierzy na słowo”… Także bardzo smutna historia.

Jestem magistrem historii, więc związek przyczynowo – skutkowy nie jest mi obcy. Uważam, że warto korzystać w pracy z podopiecznymi z wyników badań, ale ostatecznie to praktyka będzie najważniejsza. Badanie badaniu nie równe, gdyż wynik wielu z nich jest po prostu manipulowany, ale to jest już temat na inny wpis. Tak samo jest z wiedzą ogólnie dostępną w Internecie, czy telewizji. Nie każda informacja zawarta tam jest warta naszej uwagi. Warto być nastawionym sceptycznie i dogłębnie analizować dany temat, zanim wydamy ostateczny osąd. Życie mnie tego nauczyło, bo jak to często bywa – nie wszystko jest czarne i białe, jest coś pośrodku.

Komentarze