BPC 157 – Relacja (Rehabilitacja)

21 stycznia 2017 to data, którą z pewnością zapamiętam na długo. Tego dnia miałem zaatakować 110kg na ławce płaskiej na 3 powtórzenia, by powoli szykować się na pobicie mojego osobistego rekordu (120kg). Przed ostatnią serią mój wewnętrzny głos mówił jednak , by nie podchodzić do tego ciężaru. Ciekawość jednak zwyciężyła i tak oto musiałem przewartościować swoje plany treningowe i tak naprawdę życie. Przy 3 powtórzeniu, wraz z rozpoczęciem fazy koncentrycznej, gdy sztanga zaczęła unosić się w kierunku sufitu – nagle odcięło mi prąd. Klatka piersiowa jakby przeskoczyła w kierunku obojczyka (Efekt pękniętej gumy). Bardzo dziwne uczucie, które ciężko mi było opisać w styczniu, a teraz tym bardziej, gdy minęło już pół roku. Liczyłem po cichu, że nie będzie to aż tak poważny uraz – może naderwanie… Niestety było inaczej.

Diagnoza: Całkowite zerwanie ścięgna mięśnia piersiowego większego w części wolnej. Dla wielu kulturystów tego typu kontuzja wiąże się z zakończeniem sportowej kariery. Ja jednak nie zamierzam kończyć z dźwiganiem ciężarów, chociaż wiem, że powrót do świata żywych będzie niezwykle trudny. Tak oto postanowiłem skorzystać z suplementacji peptydami, a dokładniej rzecz mówiąc z BPC 157. BPC, czyli krótko mówiąc Body Protect Compound, tłumacząc na nasze – Związek Chroniący Ciało. Jest on produkowany przez nasz organizm, lecz niestety w bardzo małych ilościach (sok żołądkowy). W badaniach (głównie na szczurach) zbiera bardzo dobre opinie i może być pomocny m.in. w leczeniu pooperacyjnych ran, nasilając syntezę kolagenu może przyspieszyć leczenie całego aparatu ruchu (ścięgien, mięśni i kości). Zastosowań to on ma wiele, ale te najbardziej mnie interesowały w aspekcie urazu, którego doznałem. Nie będę opisywał szczegółowo tego środka, bo już wiele osób zrobiło to przede mną, skupię się jedynie na moich odczuciach co do tego produktu. Peptydy zamówiłem ze strony www.peptidesuk.com. Zakupiłem w sumie 15mg peptydu (3 op.) oraz 30ml wody bakteriostatycznej. Za wszystko zapłaciłem 73,80 funtów.

Byłbym kłamcą, gdybym powiedział, że korzystałem tylko i wyłącznie z BPC 157. Suplementowałem się również Witaminą C (5g), MSM (5g), Boswellia Serrata (800mg), Vit D3/K2 2000IU. Byłem sceptycznie nastawiony do tego środka, jak zresztą do każdego suplementu, bo jak pokazuje praktyka – większość z nich po prostu nie jest warta swojej ceny. Postanowiłem jednak zaryzykować, gdyż w opinii wielu ludzi, zwłaszcza tych zza oceanu – produkt po prostu robi robotę. Rozmawiałem również z Pawłem z DSM, Grzegorzem Wałgą, którzy wcześniej korzystali z tego środka i również go chwalili. I tak oto rozpocząłem przygodę z peptydami. Mam nadzieję, że już więcej nie będę musiał sięgać po tego typu produkty.

Zastanawiałem się nad dawkowaniem, gdyż zerwanie ścięgna to o wiele poważniejsza kontuzja, niż np. zapalenie nadkłykcia bocznego kości ramiennej (Łokieć tenisisty), czy wszelkiego typu naderwania. W tego typu urazach świetnie spisywała się dawka 2x 250mcg. Zastanawiałem się również nad dawkowaniem 2x 500mcg, ale zrobiłem jeszcze inaczej. Do rozrobienia 5mg BPC użyłem 2ml wody bakteriostatycznej. Załadowałem całą zawartość w 4 insulinówki, każda po 20 Units (jednostek) rozrobionego peptydu, czyli w sumie wyszło 80 jednostek. Teraz prosta matematyka. 5000mcg podzieliłem na 80 jednostek i tak oto dzienna dawka wyszła 625 mcg, podzielona na 2 porcje (rano i wieczorem).

Używanie peptydu rozpocząłem zaraz po zdjęciu ortezy, która unieruchamiała kończynę górną. Nie chciałem tego robić wcześniej, gdyż trudno byłoby mi ocenić, czy faktycznie ten środek działa. Wraz z pierwszą dawką BPC – rozpocząłem również rehabilitację. Miesiąc unieruchomienia mojej lewej ręki sprawił, że miałem problem z wyprostowaniem łokcia. Każdy większy ruch kończył się dyskomfortem. Z każdym jednak dniem czułem się coraz lepiej. Ból był coraz mniejszy, zakres ruchowy z dnia na dzień się powiększał, tak by po 24 dniach uzyskać pełen zakres ruchu. Nie wiem jaki wpływ miał BPC na przebieg rehabilitacji, a ile same ćwiczenia, ale po trzech tygodniach czułem się naprawdę dobrze. Oczywiście to nie koniec rehabilitacji i czeka mnie jeszcze wiele pracy, ale już jestem naprawdę blisko powrotu. Aktualnie zaczynam 10 zabiegów jonoforezy z użyciem jodka potasu, by zmiękczyć bliznę. Już wyciskam sztangielki 5 kilogramowe i z każdym tygodniem będę stopniowo dodawał obciążenia.

Początek roku miałem strasznie pechowy, 6 miesięcy wyjęte z życia – zbieranie informacji o urazie, rehabilitacji (to było akurat inspirujące) oraz papierkowa robota – wielogodzinne stanie w kolejkach, dzwonienie po szpitalach i umawianie się na wizyty. Pół roku wyjęte z życia, pół roku praktycznie bez treningu. Moje sylwetka oczywiście ucierpiała na tym, ale to akurat normalne. Nie straciłem motywacji do ćwiczeń. Cieszy mnie fakt, że istnieje zjawisko pamięci mięśniowej i postaram się wrócić do sylwetki sprzed kontuzji.

Trzymajcie za mnie kciuki!

Komentarze