Jak ciężko osiągnąć sukces?

Pracując jako trener i doradca żywieniowy wiem, że jedną z najważniejszych cech ludzkiego charakteru, którą musimy posiadać, aby myśleć o końcowym sukcesie jest cierpliwość. Cnota, która w dzisiejszych czasach jest niestety na wymarciu. Żyjemy coraz szybciej, wiecznie brakuje nam czasu, więc staramy się osiągnąć założone przez nas cele w jak najkrótszym terminie. Niestety pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie przeskoczyć. Tematem przewodnim tego felietonu będzie zobrazowanie jak wielką pracę musimy wykonać, aby cieszyć się z osiągnięcia upragnionej przez Nas sylwetki.

Współpracuje z wieloma osobami, którym przyświeca jasny plan – poprawa sylwetki. Wielu moich klientów osiąga zamierzony przez siebie cel, ale zdarzają się również i tacy, którzy po miesiącu rezygnują ze współpracy ze mną. Dlaczego? Bo inaczej wyobrażali sobie proces kształtowania sylwetki.

Świetnie to ująłem. PROCES. Idąc za wikipedią: „Proces w organizacji i zarządzaniu najczęściej definiowany jest jako zbiór czynności, wzajemnie ze sobą powiązanych, których realizacja jest niezbędna dla uzyskania określonego rezultatu”. Tak jest. Zbiór czynności, czyli wiele elementów, które mają wpływ na końcowy sukces.

Jeśli dana osoba zdecydowana jest na to bym ułożył jest plan treningowy – super, odnaleziony został właśnie pierwszy element układanki. Brakuje nam jednak jeszcze kilku puzzli. I wtedy przychodzi pierwsze rozczarowanie – trenuje 30 dni, odbywam ok. 12 jednostek treningowych i nie wyglądam jak Michelle Lewin. O co kurwa kaman?

Nie można zapomnieć, że plan treningowy niepoparty racjonalnym żywieniem to jak wypad ze znajomymi na Eurotrip samochodem zalanym do pełna. Do pewnego momentu podróż będzie udana, ale w końcu skończy nam się paliwo. Tak samo jest z treningiem. Wprowadzenie dodatkowej aktywności fizycznej, mimo braku zmian w planie żywieniowym da efekt, mniejszy bądź większy, ale nic nie trwa wiecznie. Jeśli nie wprowadzimy kolejnych zmian – przyjdzie stagnacja.

Plan żywieniowy – kolejny puzzel. Odszedłem już od założenia, że 70% dieta, 30% to trening. Każdy element jest równie istotny, więc warto poświęcić się temu w 100%, albo przynajmniej balansować na granicy doskonałości. Nigdy zresztą nie oczekiwałem od swoich podopiecznych totalnego zaangażowania, gdyż znam realia. Dla większości przygoda z siłownią to epizod, mała odskocznia od dotychczasowego życia, więc trudno oczekiwać by dana osoba nagle zmieniła swoje życie o 180* i co do grama liczyła daną porcję oraz realizowała w 100% założenia treningowe wytyczone przez trenera. Zrealizuj chociaż te 80%, a sylwetka będzie ulegać poprawie.

Kolejne elementy układanki to staż treningowy, higiena snu, bezstresowe życie oraz suplementacja, która niekiedy odgrywa znaczną rolę, zwłaszcza jeśli oczekujecie sylwetki rodem z magazynu Fitness. Jak widzicie wiele elementów ma wpływ na końcowy triumf. Ile jest tak naprawdę przestrzeganych? Niewiele.

Rozumiem początkujące osoby, które śledzą gwiazdy fitness, prawie każdy chce tak wyglądać. Na zdjęciach obserwujemy jednak efekt finalny, czyli przepięknie zbudowane ciała, nie mamy jednak wglądu w proces zdobywania tej sylwetki. Obecnie trwa wielki szał, związany z finałami Mistrzostw Świata w Rosji. Obserwujemy zawodników, którzy przy akompaniamencie 60 tys. widzów rozgrywają spotkanie. Ile bym dał by pojawić się na tej murawie i posłuchać Mazurka Dąbrowskiego. Ale mogę tylko o tym pomarzyć, bo będąc dzieckiem nie spełniłem wielu elementów, dlatego siedzę teraz przed komputerem, który już dawno powinien zostać wymieniony, a nie na murawie. Nie płaczę z tego tytułu – zaakceptowałem to. Uwielbiałem grać w piłkę – najważniejszy element spełniłem, ale nie miałem trenera, który poprowadziłby mnie dalej, nie miałem także pojęcia o racjonalnym odżywianiu, mógłbym tak wymieniać i wymieniać. Wracając jednak do meczu, to jest ono efektem finalnym całego tego procesu, który trwał od najmłodszych lat. Oni nie stali się piłkarzami światowej klasy po 3 miesięcznym treningu.

Jeszcze lepiej widać to gdy weźmiemy na tapetę wcześniej wspomniane gwiazdy fitness. Na instagramie nie widzimy, jak kulturysta pochłania +7 tys. kalorii, często wpychając na siłę w siebie ogromną masę jedzenia. Nie widzimy jak wstaje o 5 rano, by wykonać godzinną sesję aerobową, czy jak szykuje dla siebie posiłki na cały dzień. Nie mamy wglądu w jego morderczy trening, bo mistrz nie trenuje przecież na pół gwizdka. Nie jest tak różowo, prawda?

Nie będziemy gwiazdą fitness po 12 jednostkach treningowych. Psychologowie próbowali obliczyć ile godzin treningu należy „wyrobić”, by być ekspertem w danej dziedzinie… wyszło im, ok. 10 tys. godzin. Przyjmijmy, że trenujemy 4x w tygodniu po ok. 1.5h, dołożymy jeszcze 3 sesje cardio (40 min). Da nam to 8 h w tygodniu, 32h w miesiącu, 384 godziny w roku. Po 26 latach zbliżymy się do granicy 10000h. O czym my w ogóle mówimy. Dlatego tak często osoby poddają się i nie realizują swoich marzeń, gdyż ich wizja nijak ma się do stanu faktycznego. Chcemy zaoszczędzić wiele lat ciężkiej pracy i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – przyspieszyć ten proces. Niestety, nie ma takiej opcji.

Komentarze