Kacper – Plany na 2018 rok

Ostatnio wpadł mi w oko mój archiwalny wpis z 14 października 2016. Snułem w nim wizje na 2017 rok. Miał być wielki krok naprzód – nastąpił jednak zwrot w tył i przewartościowanie celów. W tamtym okresie wszystko było dopięte na ostatni guzik, dieta była ściśle przestrzegana, nie pamiętam bym opuścił nawet jednego treningu – ciężar systematycznie rósł z treningu na trening i w ciągu kilku następnych tygodni miała przyjść weryfikacja całego mojego okresu przygotowawczego. No i przyszła… Nie brałem pod uwagi jednego,  że coś może pójść nie tak, że dopadnie mnie uraz, który zniweczy całe moje starania. Miałem ambitny plan, może nawet zbyt ambitny jak na moje warunki, ale nie jestem typem człowieka, który zadowala się przeciętnymi rezultatami. Niestety pewnych rzeczy nie da przewidzieć.

Jak obserwujecie nasz na kanał to doskonale wiecie, że jak byłem u szczytu swojej formy sportowej to kipiałem energią, byłem bardzo aktywny w social media – po prostu tym żyłem.. Kontuzja mnie jednak dotkliwie pobiła, wytrącając zupełnie z równowagi.  Byłem  niemal  na skraju  nokautu, moje ego już miało rzucić ręcznik na matę, ale człowieka z pasją nie jest tak łatwo pokonać. Teraz skupiam się na pisaniu felietonów i pracy z moimi podopiecznymi, których na szczęście nie brakuje i mam co robić. To mnie motywuje do dalszej pracy, szczególnie nad sobą, bo od dłuższego czasu zaniedbałem siebie, szczęście innych stawiam nad swoje własne, a tak nie powinno być. Układam plany żywieniowe dla podopiecznych, a nie mogę skupić się na stworzeniu diety dla siebie. Szewc bez butów chodzi, taki paradoks.

W tamtym okresie skupiony byłem na wzroście masy mięśniowej, celowałem bodajże w 93 kg. Obecnie lekko przekraczam 80 kg i z łezką w oku przypominam sobie te 250kg w Martwym Ciągu, czy 215 kg w przysiadzie ze sztangą. Oczywiście plany na +600 kg w trójboju muszę odłożyć. Dziś to już przeszłość po której zostaną moje filmiki na instagramie, od dużych ciężarów odchodzę, szczególnie jeśli mowa o klatce piersiowej, ale nie mówię, że w przyszłości jeszcze nie spróbuje poprawić swoich wyników. Odzyskanie radości z treningów, bo nie będę ukrywał – trenuje mocno zachowawczo oraz poprawa sylwetki – to moje cele treningowe na 2018 rok.

Dzisiaj mam nadzieję w końcu wypróbuje Dynamic Tape, czyli popularnych taśm, które różnią się jednak od tych najpopularniejszych (Kinesiology Tape) tym, że rozciągają się we wszystkich kierunkach, a nie tylko dwóch. W działaniu przypominają ponoć linę bungee, amortyzując obciążenia, bez ograniczania ruchu. W moim przypadku będą one o wiele lepszym rozwiązaniem. Mam nadzieję, że pomogą mi one w przezwyciężeniu obaw co do zwiększania ciężaru w newralgicznych ćwiczeniach. Z tą myślą je kupiłem. Zapewne będą ich używał tylko podczas treningu klatki piersiowej, bo tylko tam zapala mi się światełko za każdym razem jak opuszczam ciężar.

Wszystko jednak zmierza w pożądanym przeze mnie kierunku, nie czuję żadnego bólu, czy dyskomfortu związanego z operacją (czasami blizna potrafi się dziwnie zachować), ale już życie nauczyło mnie, że niczego nie można być pewnym. Z pokorą podchodzę teraz do obciążenia.  Obecnie wyciskam  leżąc 17.5 kg sztangielki, czyli jakieś 45% tego co było, ale sił mi nie brakuje. Przyzwyczaić muszę jednak moją głowę do większych ciężarów, z tym mam największy obecnie problem. Ze sztangą leżąc na ławce poziomej jestem pokłócony,  dziwnie mi się blizna przemieszcza jak wyciskam, zupełnie inaczej jest jak ustawiam skos i na nim chyba zostanę. Większego obciążenia użyję na pewno podczas wyciskania z ziemi, ale ostrożnie będę do tego podchodził.

Mam nadzieję, że za rok wrócę do tego wpisu, będąc w zupełnie innym miejscu, niż obecnie.  Wpis kierowany jest przede wszystkim do osób, które  też borykają się z różnego rodzaju urazami, które zahamowały ich rozwój. Postaram się przede wszystkim sobie udowodnić, że można, a jeśli kogoś będę mógł podnieść na duchu, czy zmotywować do pracy nad sobą – będzie mi naprawdę miło. Nie chce być teoretykiem, który osiąga tylko i wyłącznie rezultaty ze swoimi podopiecznymi. Czas w końcu na mnie. Trzymajcie za mnie kciuki.

PS: Wiem, że jest parę osób, które śledzi moje poczynania i walkę po kontuzji zerwania ścięgna klatki piersiowej. Za każde słowa wsparcia serdecznie dziękuję. To miłe z Waszej strony. Motywuje mnie to do dalszej pracy.

Komentarze