Nie jestem człowiekiem wielu talentów, ale mam pasję.

Dzisiejszy wpis będzie bardzo luźny. Nie będę owijał w bawełnę, ostatnio mam lekki kryzys, pióro stało się niezwykle ciężkie, dlatego tak mało mnie na blogu. Oczywiście spełniam się dalej zawodowo, ciężko trenując,  trzymając dietetyczny rygor, by dalej rozwijać się jako człowiek oraz osoba uprawiająca kulturystykę. To tak tytułem wstępu.

W tym felietonie chciałbym poruszyć temat pasji, gdyż jestem święcie przekonany, że to właśnie ona jest głównym motorem napędowym, pchającym ludzi do sukcesu, a nie talent. Oczywiście sama pasja nie wystarczy jeśli nie zostanie poparta ciężką pracą. I tutaj pada zasadnicze pytanie na które chciałbym dziś odpowiedzieć: Co jest ważniejsze, predyspozycje (Genetyka – wartość wrodzona), czy pasja (Ciężka praca – wartość wypracowana)?

Przeniosę to na świat sportów sylwetkowych, bo jest to temat niezwykle mi bliski. Bez predyspozycji genetycznych nie wygrasz zawodów najwyższej rangi – to smutny fakt. I nie chodzi tutaj o dobór środków farmakologicznych, do których dostęp mają zawodnicy zza oceanu. Mistrzem trzeba się po prostu urodzić.

Inaczej sytuacja wygląda jednak w świecie realnym, bo nie każdy chce wyglądać jak triumfator najbardziej prestiżowych zawodów kulturystycznych Mr Olympia. Zresztą coraz więcej osób z obrzydzeniem patrzy na dzisiejszych reprezentantów tej dyscypliny . Kiedyś każdy chciał wyglądać jak Frank Zane, Ed Corney, Larry Scott, czy jak ikona Złotej Ery Arnold Schwarzenegger. Kulturystyka XXI odrzuca, mnie również. Abstrahując jednak od ludzi nie z tej planety, trzeba zaznaczyć, że przyjemną dla oka sylwetkę można osiągnąć nie posiadając szczególnych predyspozycji.  Warunkiem nieodzownym jest pasja, czyli w tym przypadku zamiłowanie do uprawiania sportu.

Jako trener mam do czynienia z wieloma osobami, które pragną osiągnąć wymarzoną sylwetkę. Ze smutkiem muszę stwierdzić, że zdecydowana większość nawet nie zbliża się do celu, który sobie postawiła. Z czego to wynika? Przede wszystkim z braku zamiłowania do aktywności fizycznej. Większość ludzi chce uzyskać świetną sylwetkę, „trenując” 2x w tygodniu, bo ciężko to nazwać treningiem, nie przestrzegając przy okazji zasad dietetycznych, czyli po tzw. najmniejszej linii oporu. 

Ja ich doskonale rozumiem, serio. Miałem tak samo z matematyką. Nie byłem w stanie tego pojąć, bo nauka nie sprawiała mi najmniejszej przyjemności, nie miałem tej iskry, która pozwoliłaby mi zapłonąć. Tak też jest w tym przypadku. Jeśli trening nie sprawia Ci radości – nie osiągniesz zamierzonego efektu. Na końcowy sukces składa się wiele komponentów m.in cierpliwość, samodyscyplina, wiara we własne możliwości, motywacja, determinacja oraz wiele innych, ale to pasja stoi na pierwszej linii frontu, bez niej nie osiągniesz swojego celu.

Tak jak powiedziałem na początku, pasja musi iść w parze z ciężką pracą, gdyż sukces rodzi się w bólach. To nie nadnaturalne zdolności, czy predyspozycje genetyczne sprawiają, że ludzie osiągają zamierzoną przez siebie sylwetkę. To zamiłowanie, wynikające z miłości do tego co się robi,  okupione wieloma godzinami przepracowanymi na siłowni, wieloma godzinami spędzonymi w kuchni na przyrządzaniu posiłków. To jest warunkiem sukcesu, nie tylko w sportach sylwetkowych, ale także i w życiu. Możesz być przez wszystkich skazany z góry na porażką, ale jeśli masz pasję i nie boisz się ciężkiej pracy – świat stoi przed Tobą otworem.

Komentarze