Odchudzanie bez liczenia kalorii, czy jest możliwe?

Nie każdy ma takiego fioła na punkcie treningu, czy odżywiania jak kulturysta startujący w zawodach sylwetkowych. Nie każdy ma ochotę iść przez życie z myślą, że już do końca swych dni będzie musiał notować każdy swój kęs jedzenia, czy haust (a dla mnie mniej zachłannych łyk) napoju, pogrążając się w mroku obliczeń energetycznych. Czy jest więc możliwe skuteczne odchudzanie bez liczenia kalorii? Tak, ale jest to niezwykle trudne zadanie, zaraz postaram się wyjaśnić dlaczego.

W poszukiwaniu klucza do sukcesu

Jeśli zależy nam na skutecznym zrzuceniu kilogramów to musimy zacząć od podstaw, czyli fundamentów odchudzania. Bazą wypadową od której powinniśmy zacząć to utworzenie ujemnego bilansu kalorycznego. Bilans energetyczny to suma przemiany materii naszego organizmu (Energię przyjmujemy z zewnątrz np. w postaci jedzenia, energetycznego napoju, ale także ją „oddajemy” np. poprzez szereg czynności jakie wykonujemy w ciągu dnia, często świadomie (trening siłowy, cardio), ale także bez naszej wiedzy (oddychanie, utrzymanie stałej temperatury ciała)). Aby wytworzyć ujemny bilans kaloryczny ilość energii dostarczonej musi być mniejsza od wydatku naszego organizmu. Proste… jeśli siadamy do wyliczeń i robimy jakiś szacunek.

Problem zaczyna się wtedy gdy chcemy to zrobić na oko. Jest to oczywiście możliwe, z tym, że w dłuższej perspektywie może to się odbić na nas czkawką, bo nawet na chłopski rozum, jeśli chcemy schudnąć to a) jem mniej, b) ruszam się więcej. Na pierwszy rzut oka to nic skomplikowanego, jednak daleki byłbym od upraszczania tego procesu, bo tak naprawdę to ile osób z waszego otoczenia osiąga upragniony rezultat? Myślę, że jest to niewielki odsetek.

Odchudzanie bez kalorii

Cierpliwość, cnota na wymarciu.

Moim skromnym zdaniem jest to jedna z najważniejszych cech, w którą warto uzbroić się jeśli chcemy skutecznie zrzucić tkankę tłuszczową. Nie licząc kalorii działamy tak naprawdę w ciemno. Czy można wyruszyć w podróż bez mapy i trafić w miejsce docelowe? Oczywiście, że tak. Zajmie nam to o wiele więcej czasu, chyba, że nie jest to nasza pierwsza podróż w to miejsce. Do tej analogii jeszcze wrócę, bo świetnie oddaje ona to o czym będę chciał napisać w podsumowaniu. Nawet mając przemyślany plan działania (ustaloną zbilansowaną dietę, ułożony plan treningowy etc.) nie jesteśmy w stanie przeskoczyć pewnych procesów.

Organizm ma pewne limity np. jeśli chodzi o pozyskiwanie energii z tkanki tłuszczowej, a o to przecież nam chodzi jeśli marzymy o rekompozycji naszej sylwetki. Proces ten zostanie wydłużony, jeśli działamy po omacku, bo jednego dnia zjemy faktycznie mniej kalorii, natomiast drugiego dnia możemy pójść w tango, rekompensując sobie dzień poprzedni.

Możemy oczywiście liczyć na intuicję, sugerując się reakcją organizmu, lecz często u osób otyłych występuje problem z zaburzeniem łaknienia i nie są one w stanie monitorować ilości spożywanego jedzenia. Na domiar złego wiele produktów potrafi oszukać ten nasz system kontroli (np. produkty bogate w cukier i tłuszcz). O wiele łatwiej jest zjeść przecież całą czekoladę (w 100g produktu – 530 kcal), niż ryż (w 150g produktu – 535 kcal). Dorwaliście się kiedyś do orzechów nerkowca? Potrafiliście zjeść jednego orzecha? Rozumiecie o co mi chodzi?. Jeśli ktoś ma wiedzę na temat doboru produktów – super, jest szansa na to, że sobie poradzi. Osoba początkująca będzie miała z tym problem.

Recepta na sukces

Ameryki nie odkryje, jeśli powiem, że gwarantem sukcesu będzie zmiana nawyków żywieniowych i wprowadzenie aktywności fizycznej. Wprowadzając nawet samą aktywność przy zachowaniu swoich starych nawyków żywieniowych jesteśmy w stanie gubić zbędne kilogramy. O ile rozumiem brak chęci do liczenia produktów to nie mogą zrozumieć czemu ludzie mają kłopot ze sprawdzaniem swoich postępów. Najlepszym wyznacznikiem naszych osiągnięć jest lustro i pomiar centymetrem krawieckim. W pracy z podopiecznymi często bazuję na tych informacjach, by móc korygować plan i wyznaczać strategię działania.

Ta wiedza szczególnie będzie ważna dla osób, które lecą na przysłowiowego czuja. Jeśli waga zaczyna gwałtownie spadać to znak, że wprowadziłeś zbyt głęboki deficyt kaloryczny, co na początku może Cie motywować – przecież oto nam właśnie chodzi, ale w dłuższej perspektywie czasu takie gwałtowne schodzenie z wagi ma wiele negatywnych następstw, w tym spowolnienie przemiany materii, co najczęściej skutkuje tym, że prędzej czy później wracamy do swojej wagi poprzedniej, a nawet dokładamy dodatkowy balast. Finał jest taki: ważymy więcej, niż przed rozpoczęciem odchudzania, a nasz metabolizm jest jeszcze wolniejszy. Czyli jesteśmy w dupie.

Przyjmuje się, że utrata wagi powinna wynosić od 0.5% do 1% masy ciała tygodniowo. Dla osoby ważącej 100kg będzie to ok. 0.5/1kg na tydzień, co w skali miesiąca może dać ok. 2-4kg. Nie są to spektakularne liczby, ale musicie pamiętać, że tkankę tłuszczową nie gromadziliście miesiącami, a latami.

Podsumowanie

Jestem zdania, iż osoby początkujące powinny działać zgodnie z jasno wyznaczonym planem, który pozwoli im usystematyzować ich dotychczasowe życie. Osoby te nie mają jeszcze pojęcia jak cały organizm funkcjonuje. Złe nawyki żywieniowe, utrwalane latami spowodowały, że osoby te borykają się z nadwagą. Wtedy też przecież nie liczyłeś kalorii, nie zwracałeś uwagi na aktywność, czy to przyniosło pożądany rezultat? Chcesz osiągnąć sukces popełniając wciąż te same błędy?

Kto tak naprawdę może sobie pozwolić sobie na odchudzanie bez liczenia kalorii? Osoba, która wielokrotnie już przez to przechodziła, poznała swój organizm na tyle, by wiedzieć na co sobie może pozwolić. Osoba taka może zaufać swojej intuicji i doświadczeniu, działając już bez kartki i wyliczeń. Do tego trzeba jednak wiedzy i wielu miesięcy obserwacji własnego organizmu.

Tak jak mówiłem na początku – jest to jak najbardziej możliwe, ale osobom początkującym odradzam takiego postępowania, gdyż nieumiejętna strategia może przynieść więcej szkody, niż pożytku. Warto przynajmniej te pół roku działać zgodnie z założeniami wyznaczonymi przez dietetyka / trenera, a potem spróbować działać już na własną rękę. Zauważyłem po swoich podopiecznych, że po takim okresie są oni w stanie kontrolować swoją wagę. Oczywiście dalej odżywiają się zdrowo, pozwalając sobie oczywiście na posiłki, które wykraczają poza kanon „Fit”, lecz ich organizm już potrafi powiedzieć sobie dość. I tego Wam życzę. Byście nie stali się więźniami liczenia kalorii, bo można radzić sobie bez tego, ale swoje trzeba „przecierpieć”.

5 sztuczek, które pomogą Ci schudnąć

Komentarze