Recenzja książki: „Dietetyka sportowa” – J.Mizera, K.Mizera

Odpowiednio dobrane żywienie potrafi zdziałać cuda. To fakt, z którym zgodzi się niemal każdy pasjonat sportów sylwetkowych. Stworzenie odpowiednio dobranej strategii dietetycznej wymaga jednak niemałej wiedzy z zakresu żywienia. Cieszę się więc, że na naszym rynku wydawniczym pojawiają się książki, poruszające właśnie ten temat. Duża w tym zasługa łódzkiego wydawnictwa Galatyka, które ostatnio wydaje naprawdę ciekawe pozycje.
Na książkę państwa Mizerów czekałem więc z utęsknieniem, gdyż pasjonuje mnie tematyka żywienia, zwłaszcza w kontekście sportów sylwetkowych. Nie wahałem się więc długo z zakupem książki, zwłaszcza, ze na allegro można ją wyłapać za niecałe 35 zł, więc tyle co nic. Czy warto więc sięgnąć do portfela? Do kogo skierowana jest ta książka? Czy skorzysta na niej tylko i wyłącznie początkujący dietetyk, czy także osoba, która w temacie żywienia zjadła przysłowiowe zęby i w końcu, czy jest ona tylko dla dietetyków, a może także dla zwykłych zjadaczy chleba? Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć na łamach noeasy.pl, w kolejnej już recenzji. Zapraszam.

Autorzy rozpoczynają podróż w głąb dietetyki od rozdziału poświęconego energii. Nie ma co się w sumie dziwić, każda czynność jaką wykonujemy wiąże się z metabolizmem energii. I tak mamy tutaj podstawy fizjologii wysiłku fizycznego. Dowiecie się jak organizm korzysta z energii w wysiłkach o różnym charakterze. Ciągle trąbimy o spalaniu tkanki tłuszczowej oraz jej odkładaniu, ale nie każdy wie jak to wygląda w praktyce. Autorzy wyjaśniają nam jak ten proces wygląda od środka, krok po kroku. Teoria to jedno, a warto znać również rozwiązania, które pomogą nam w skutecznej walce ze zbędnym balastem i tutaj pozwolę się nie zgodzić z autorami tej książki, którzy są zwolennikami wysiłku aerobowego. Ja stoję po przeciwnej stronie barykady, twierdząc, iż wysiłek interwałowy jest lepszy w kontekście kształtowania sylwetki, mimo iż w wysiłkach beztlenowych faktycznie głównym źródłem energii są węglowodany, a nie tkanka tłuszczowa, ale uważam, że autorzy troszeczkę umniejszają rolę powysiłkowej konsumpcji tlenu (EPOC) w kontekście spalania tkanki tłuszczowej, ale każdy ma swoje zdanie. Sam koniec poświęcony jest popularnym „zakwasom”, czyli jak powstają i jak z nimi walczyć.

Kolejne rozdziały stanowią creme de la creme dietetyki. Z lektury tych rozdziałów dowiecie się przede wszystkim jak i ile jeść, aby w pełni wykorzystać potencjał, który w Was drzemie. Autorzy przedstawiają w nich najważniejsze informacje na temat składników odżywczych (węglowodanów, białek, tłuszczy oraz wody). Dowiecie się m.in o znaczeniu i roli tych makroskładników w żywieniu i przede wszystkim w sporcie, gdyż książka głównie koncentruje się na osobach aktywnych. Autorzy obalają przy okazji wiele mitów i błędnych założeń, które narosły w naszej świadomości. Czy cukier brązowy jest faktycznie zdrowszy? Czy dieta bezglutenowa jest dla każdego dobra? Czy warto na masie spożywać duże ilości białka? Czy warto wliczać w dietę białko roślinne? Czy cholesterol dostarczany wraz z pożywieniem ma wpływ na jego stężenie we krwi? Czy piwo jest dobrym izotonikiem? Autorzy udzielają odpowiedzi na powyższe pytania. Poznacie strategie ładowania węglowodanami oraz nawadniania organizmu. Zawarte w tym rozdziale informacje z pewnością przydadzą się osobom, które do tej pory miały problem z zachowaniem równowagi wodno – elektrolitowej.

Rozdział 6 poświęcony jest najpopularniejszym suplementom diety. Wiemy dobrze, że podstawowym założeniem diety sportowca jest zabezpieczenie energetyczne organizmu i to możesz spokojnie osiągnąć za pomocą samej diety. Aby jednak przekroczyć pewne granice, zwłaszcza w sporcie zawodowym, potrzebna będzie wiedza na temat suplementacji. Rozdział ten świetnie wypełnia tę lukę. Miło ze strony autorów, że przy opisie suplementów chętnie korzystają z najnowszych badań medycznych. To z pewnością podnosi rangę tej książki. Mamy tutaj opisane takie suplementy jak: kreatyna, bcaa, glutamina, beta alanina, l-karnityna, arginina, odżywki białkowe, węglowodanowe, białkowo-węglowodanowe, czyli po prostu te, które są najchętniej kupowane przez sportowców i osoby trenujące amatorsko.

W ostatnich rozdziałach autorzy proponują gotowe rozwiązania dietetyczne w różnych dyscyplinach sportowych. I tak mamy przedstawione plany żywieniowe dla kolarzy, piłkarzy, pływaków, zawodników sportów walki, biegaczy oraz dla osób uprawiających sporty siłowo – sylwetkowe. Ten rozdział pachnie innowacyjnością na kilometr, gdyż podane są prawdziwe historie ludzi. Tego mi brakowało w wielu książkach traktujących o dietetyce, czy treningu. Mamy podane studium przypadku, dany zawodnik analizowany jest pod kątem żywieniowym. Autorzy zwracają uwagę jaka jest specyfikacja danej dyscypliny i na co zwrócić uwagę przy układaniu planów dietetycznych, podając przy okazji gotowe diety. Jeśli nie masz pomysłów na dania dla swoich podopiecznych – to na samym końcu autorzy podają przepisy na dietetyczne posiłki.
Chcemy być z dnia na dzień lepszą wersją samego siebie, chcemy przełamywać granice własnych możliwości, ale często idziemy pod prąd, popełniając przy okazji masę błędów. Jednym z takich błędów są złe praktyki żywieniowe, które zdarza nam się popełniać. Nieważne czy zależy nam na zdrowiu, pięknej sylwetce, czy poprawie wyników sportowych – komponentem łączącym te elementy jest właśnie dieta, ale dieta dopasowana do własnych potrzeb. To niezmiernie ważne, gdyż każdy z nas ma inne cele treningowe, a one wymagają zastosowania innych metod dietetycznych. Wiedza z zakresu żywienia i suplementacji zmienia się z roku na roku, warto być więc na bieżąco z wszelkimi nowinkami.

Książka państwa Mizerów jest cennym źródłem informacji dot. Dietetyki sportowej. Z kilkoma rzeczami się nie mogę zgodzić np. ze stwierdzeniem autora mówiącym, iż organizm ma ograniczone możliwości jeśli chodzi o wchłanianie białka i że niby jest jakaś graniczna linia (35g), po której przekroczeniu organizm mówi: „Dość, reszcie protein mówię do widzenia”. To jest mit, który warto obalić, może w kolejnym wydaniu. Drugim dla mnie mitem jest wliczanie jedynie 50% białka pochodzenia roślinnego? Białko roślinne jest niepełnowartościowe – racja, ale w połączeniu z białkiem zwierzęcym staje się wartościowe, więc nie widzę powodu, by nie wliczać pełnej puli. I jeszcze zdziwiło mnie to, że w książce poruszającej temat dietetyki sportowej nie ma rozdziału poświęconego witaminom i minerałom. Myślę, że jest to temat nierozłącznie związany z prawidłowym żywieniem i szkoda, gdyż odgrywa znaczącą rolę w wysiłku fizycznym. Jeśli ktoś przeczyta książkę może odnieść mylne wrażenie, iż najważniejszym aspektem są makroskładniki, a cała reszta to drugorzędna sprawa. Wielkim natomiast plusem jest to, że pod koniec każdego działu jest krótkie podsumowanie, które wyszczególnia najważniejsze informacje, które warto zapamiętać. No i „Case Study”, czyli tego czego mi brakuje w książkach z zakresu dietetyki. Nie tylko teoria, ale przede wszystkim praktyka. Brawo.

Komu ją mogę polecić? Myślę, że jest to świetne kompendium wiedzy dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z dietetyką, co nie zmienia faktu, że przyda się również starym wyjadaczom, gdyż jak wiemy, wiedzę warto sobie przypominać. Skorzystają na niej również osoby, które chcę poprawiać swoje wyniki sportowe, dla których sport jest po prostu pasją. Poradnik autorstwa Justyny i Krzysztofa Mizery pozwala czytelnikom zaznajomić się ze światem dietetyki. Na tym oczywiście Wasza wiedza nie powinna się kończyć, bo autorzy nie wyczerpują tego tematu, zresztą ciężko opakować całą wiedzę z tego zakresu na łamach 200 stronnicowej książki. Jestem zadowolony z lektury „Dietetyka sportowa, co jeść, by trenować efektywnie” i mogę ją polecić każdemu kto pragnie podszkolić się w kwestii żywienia.

+ Przystępna forma,
+ Praktyczne podejście (Studium przypadku),
+ Gotowe plany dietetyczne,
+ Korzystanie z wyników badań,
+ Korzystna cena,
– Brak rozdziału o witaminach i minerałach.

Komentarze