Zerwany Przyczep Klatki Piersiowej – Część 4

(22 kwietnia 2017) – Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Po powrocie w mieszkaniu czekał na mnie gruntowny remont. Nie żebym to ja coś miał w nim robić, do tego typu spraw mam dwie lewe ręce, a na dodatek jeszcze jedną z nich mi unieruchomiono. Wszędzie brud, kurz, ograniczone pole manewru (49 m2), ale jakoś trzeba było sobie radzić, inni mają o wiele gorzej – tak sobie powtarzałem. Dostałem od lekarza L4 na cały miesiąc, ale nie zamierzałem z niego skorzystać. Zanudziłbym się w domu na śmierć, a poza tym potrzebowałem gotówki na leczenie (suplementacja, dojazdy itd.), a siedząc w domu – nie zarobię, proste.

Przez pierwszy tydzień wszystko było w porządku, ból z każdym dniem malał. Rana wydawała się pięknie goić (z każdym dniem opuchlizna stawała się coraz jaśniejsza). Odstawiłem nawet tabletki przeciwbólowe, które łykałem niemal jak cukierki. Równo 7 dni po zabiegu zauważyłem, że coś jest jednak nie tak, szew zaczynał się rozchodzić. Zastanawiałem się, czy nie popełniłem może jakiegoś błędu, może zrobiłem w nocy jakiś nieplanowany ruch i naruszyłem konstrukcję szwu. Przechodziła mi przez głowę myśl, by udać się do Poznania troszeczkę szybciej, postanowiłem jednak poczekać te dwa tygodnie.

(8 Maja – 24 Maja 2017)
Jadąc do Poznania nie przypuszczałem, że będzie to jedna z 5 wizyt (08.05, 10.05, 15.05, 17.05, 24.05). Pojawiło się niestety troszkę komplikacji. W poniedziałek pojechałem do szpitala na spotkanie z lekarzem, który miał mi po prostu wyciągnąć szew i powiedzieć: „Panie Kacprze, wszystko jest już w porządku. Została jeszcze tylko rehabilitacja i może Pan wracać do dźwigania”. Niestety tak nie było.

Po obejrzeniu rany lekarz stwierdził, że być może doszło do zakażenia, co tłumaczył – jest dość powszechnym zjawiskiem pooperacyjnym (… chyba tylko w naszym kraju). W klatce piersiowej zrobił mi się gigantyczny zakrzep, który trzeba było wyekspediować z klatki piersiowej. Dowiedziałem się, że to jednak nie moja wina, a zakrzepniętej krwi, która nacierała na szew, przez co uległ on zniszczeniu. Trzeba było się go pozbyć. Jeśli wiecie jak wygląda szpitalna nerka to powiem Wam, że wypełniłem ją krwią całkowicie. Lekarz stwierdził, że nigdy nie spotkał się z czymś takim. Mi do śmiechu nie było, bo wiedziałem, że na tym moja przygoda z Poznaniem się nie skończy i czeka mnie jeszcze kilka wizyt. Przy okazji wzięto posiew z krwi, by sprawdzić czy przypadkiem nie jest czymś zarażona, a jeśli tak to jakimi bakteriami.

Niestety przypuszczenia lekarza się sprawdziły, zostałem zarażony Enterococcus Faecalis oraz Klebsiella Pneumoniae. Zostały przepisane mi dwa antybiotyki oraz probiotyk. Po dwóch wizytach zakrzepniętej krwi już nie było, rana została zdezynfekowana i oczyszczona. Ostatnią wizytę miałem 24 maja 2017. Lekarz stwierdził, że wszystko jest już w porządku i mogę wracać do domu. Nalegałem, by zrobili ponownie posiew, by sprawdzić, czy faktycznie wszystko jest już okej – stwierdził, że nie można już tego zrobić, bo nie da się już pobrać posiewu. Niby logiczne, ale mnie nie przekonało. Dostałem specjalny plaster, który miał spoić dziurę powstałą po rozejściu się szwów oraz skierowanie na zabiegi fizjoterapeutyczne. Zabrałem manatki, wyruszyłem w drogę powrotną. Odetchnąłem z ulgą, najgorsze miałem już jednak za sobą. Teraz tylko rehabilitacja.

(2 Czerwca 2017) – Nie ukrywam, chciałem to załatwić jak najszybciej, bo już nie mogłem się doczekać powrotu na siłownię. Wiecie jak wygląda leczenie w Polsce na Narodowy Fundusz Zdrowia. Przychodzisz do placówki, która zajmuje się rehabilitacją – przynosisz kwit, ktoś z recepcji ze smutkiem mówi, że nie ma obecnie miejsc, ale za 3 miesiące coś powinno się zwolnić. Przypomniała mi się sytuacja jak próbowałem na NFZ załatwić operację w Lubuskim Centrum Ortopedii w Świebodzinie. Uprzejmym głosem (dzwoniłem przez telefon) zostałem poinformowany, że w Trybie Pilnym czas oczekiwania na operację to ok. 20 miesięcy. Jeśli wykupiłbym prywatną wizytę u jednego z ortopedów na tzw. oględziny to ten proces można przyspieszyć (lekarze muszą jakoś motywować pacjentów :p), tego rzecz jasna mi Pani nie mówiła, ale wiem jak to wygląda w praktyce. Ciekaw jestem ile lat musi tam czekać przeciętny Kowalski na zabieg, jeśli ma Tryb Planowany? Udało się jednak przyspieszyć ten proces, dzięki czemu praktycznie z marszu zacząłem mozolne ćwiczenia, która miały mi pomóc w szybkim powrocie do zdrowia.

(5 Czerwca 2017) – Po dwóch tygodniach od operacji miałem ściągnąć ortezę (typu Dessault) Komplikacje pooperacyjne sprawiły jednak, że musiałem się z nią pieprzyć przez całe 6 tygodni. Pocieszeniem był dla mnie fakt, że był to dopiero początek czerwca, więc prawdziwe upały mnie ominęły, lecz temperatura wewnątrz kamizelki i tak była wysoka, co powodowało dyskomfort. Nie mówiąc już o funkcjonowaniu w życiu codziennym bez jednej ręki. Całe szczęście, że to lewa ręka była wyłączona z użycia, a nie prawa, ale paru rzeczy nie byłem w stanie sam zrobić, więc potrzebowałem pomocy.

Wracając jednak do sedna. Pierwsze zajęcia z rehabilitantem zacząłem 5 czerwca. Na samym początku fizjoterapeuta badał jaki mam zakres ruchu w kontuzjowanej kończynie. Wykonywaliśmy podstawowe ruchy oraz skupialiśmy się na technikach masażu, tak by z każdym dniem wydłużać zakres lewej ręki. Jeśli chodzi o ćwiczenia to pierwsze dni to nic szczególnego – podnoszenie chorej ręki do góry, rozpiętki bez obciążenia, unoszenie ramion do przodu z kijem i wymachiwanie nim na boki oraz wyciskanie go przed siebie (imitacja wyciskania sztangi). Po paru dniach pojawiły się ćwiczenia z taśmą oporową oraz delikatny ciężar (1-2 kg). Wykonywałem ćwiczenia z ciężarem własnego ciała (wszelkiego typu planki, przyciąganie ugiętych nóg na piłce, podnoszenie ciała z ziemi, pompki na trx) oraz ćwiczenia oporowe z minimalnym obciążeniem (rozpiętki ze sztangielkami, wyciskanie sztangielek na bosu, unoszenie hantli do przodu w oparciu na bosu) oraz stretching z elementem oporu (rozciągnięcie klatki piersiowej przy użyciu piłki oraz dociskanie jej do ziemi).

(9 Czerwca 2017)Po paru dniach rehabilitacji – postanowiłem ostatecznie zdjąć kamizelkę i zacząć włączać suplementację BPC 157. Używanie peptydu rozpocząłem zaraz po odstawieniu ortezy. Nie chciałem tego robić wcześniej, gdyż ciężko byłoby mi odczuć działanie tego środka, a chciałem być pewny co do jego działania. 6 tygodni unieruchomienia mojej lewej ręki sprawiło, że miałem wielki problem z wyprostowaniem łokcia. Każdy większy ruch wiązał się z uczuciem dyskomfortu. To jeszcze nic, to mogłem jakoś przeboleć. Najgorszy był jednak brak aktywności fizycznej i skutki jakie się z tym wiązały. Przez wiele miesięcy nie trenowałem górnej części ciała, co miało opłakane skutki dla sylwetki. Wyglądałem jak dzieciak, chociaż tak prawdę mówiąc, nawet w szczycie swojej formy nie imponowałem wielkością. Teraz to był dopiero dramat. Z 93 kg zleciałem na 82 kg, a czułem się jakbym miał 70 kg. Kompozycja ciała mocno się zmieniła. Waga spadła (tkanki mięśniowej ubyło, przybyło natomiast tkanki tłuszczowej). Rekompozycja po ch..u, niestety w nie te stronę.

Plus był taki, że z każdym jednak dniem czułem się lepiej. Ból był coraz mniejszy, zakres ruchowy z dnia na dzień się powiększał, tak by po 24 dniach uzyskać pełną sprawność. Nie wiem jaki wpływ miał BPC oraz reszta suplementów na przebieg rehabilitacji, a ile same ćwiczenia, ale po trzech tygodniach czułem się naprawdę dobrze.

W międzyczasie dowiedziałem się, że warto coś robić z moją blizną, powstałą w wyniku operacji, by uniknąć powstania zrostów. Po pierwsze – mobilizować ją poprzez masaż. Dzień w dzień masowałem bliznę palcami, piłeczką gumową oraz zwykłą szczoteczką do zębów. Ugniatałem ją dłońmi, pocierałem wzdłuż i wszerz, aż była niemal bordowa. Nie oszczędzałem jej, ale tak mi radzono. Po drugie – smarować bliznę specjalnymi preparatami, tak aby nie rzucała się w oczy i tu pomógł mi preparat Contractubex (nieśmierdząca wersja Cepanu) oraz No Scar. Smarowałem bliznę 3-4 dziennie, na zmianę raz jednym, raz drugim produktem. Blizna się rozjaśniła, troszkę pomogło.

Kolejnym etapem mojej rehabilitacji było 10 zabiegów Jonoforezy z użyciem Jodka Potasu. Zabieg ten polega na wprowadzeniu do tkanek leczniczych jonów za pomocą prądu stałego (sił pola elektrycznego). W tego typu zabiegach używa się różnych leków. W moim przypadku najlepiej sprawdził się Jodek Potasu, gdyż wprowadzony katodą zmiękcza tkankę łączną (bliznę). W ogóle ciekawostka taka. Tego leku nie kupicie sobie od tak w aptece. Musicie iść najpierw do lekarza rodzinnego – on wypisuje Wam receptę na lek. Następnie z receptą idziesz do apteki, oni przyjmują ją i sporządzają miksturę, którą możesz odebrać dopiero po kilku dniach. Alchemia. Oczywiście to nie koniec rehabilitacji i czeka mnie jeszcze wiele pracy, ale już jestem naprawdę blisko powrotu. Na dole przedstawiam całą moją suplementację.

Suplementacja:
BPC 157 – 625mcg (w 2 dawkach)
MSM – 5g Dziennie (w 5 dawkach)
Vit C – 5g Dziennie (W 5 dawkach)
Boswellia Serrata – 800mg (w 2 dawkach)
Vit D3/K2 2oo IU (1 dawka)

 

Komentarze