Muskulatura kobieca – czy warto dźwigać żelastwo?

Dziś pragnę poruszyć nurtujący mnie temat, z racji tego, iż jest on związany z moim ideałem estetycznym. Mianowicie – kwestię muskulatury kobiecej. Pracując na siłowni, zdążyłam przywyknąć do wygłaszanych obaw, które spędzają sen z powiek początkującym klientkom. Bowiem podejmując wysiłek, zaznaczają nadgorliwie, iż nie chcą „rozbudować się jak facet”. Zadajmy sobie wspólnie pytanie, co to znaczy wyglądać jak facet. Jeżeli osoba, która wypowiada te słowa, ma na myśli kulturystów, należałoby się zastanowić, jak niewielki procent męskiej populacji reprezentuje sobą wyrzeźbione, pełne mięśnie. Idąc dalej, skoro mężczyzn jest stosunkowo niewielu, to jaką część stanowią kobiety, posiadające około 20-krotnie niższy poziom hormonów anabolicznych? Jeszcze inna kwestia – jeżeli dla tych bojaźliwych pań, Paula Banot wygląda męsko, to chyba niektórzy mają problem z oceną cech morfologicznych. Kobieta, która posiada zaznaczone mięśnie, z biologicznego punktu widzenia, wysyła komunikat o dobrym stanie zdrowia, sprawności, sile i zaradności (zatem umiejętność wychowania potomstwa). Nie rozumiem sformułowania „mięśnie u kobiety są aseksualne” – dla kogo? Co ciekawe, dla tych, którzy formą nie grzeszą.

20150403_1141292

Oczywiście, jest jeszcze kwestia gustu. Gust jest indywidualną cechą każdego człowieka. To umiejętność oceny wartości estetycznych, które uznajemy za lepsze od pozostałych. Poczucie smaku ma ścisły związek z kręgiem kulturowym oraz obyczajowością danej grupy społecznej. Zatem- co człowiek, to inne upodobania i należy to szanować. Zabawne jest jednak to, że jeszcze żadna z pań/dziewcząt nie potrafiła rzetelnie uargumentować niechęci wobec „wypracowanej” sylwetki kobiecej.

Człowiek jest istotą społeczną. W społeczeństwie realizowane są bowiem potrzeby akceptacji, poczucia bezpieczeństwa czy przynależności do grupy. Niechętna postawa wobec inności i obcości leży niejako w naszej naturze. Jak mówi ludowe przysłowie, : „jak cię widzą, tak cię piszą”, dlatego ocenom podlegają przede wszystkim walory fizyczne człowieka. Nie bez przyczyny zewsząd podkreślana jest ważność „pierwszego wrażenia”- wówczas na podstawie wpojonych kryteriów estetycznych, do mózgu dociera informacja o danej jednostce. Wysportowana, muskularna sylwetka jest czymś wyjątkowym, sporadycznie występującym w populacji. Zawodnicy sportów sylwetkowych są uznawani za osoby narcystyczne, surowe dla siebie – zatem również dla innych. Wobec tego pojawia się niechęć podszyta lękiem przed negatywną oceną z ich strony. Często można spotkać się z opinią, że kulturysta to człowiek o wygórowanym ego, z przerośniętą muskulaturą i nierozwiniętym w pełni mózgiem. O kobietach startujących w zawodach fitness mówi się natomiast, że przez niedowartościowanie ze strony mężczyzn, pragną im dorównywać. Prawda jest jednak taka, że kompleksami często charakteryzują się osoby najżarliwiej krytykujące. Ludzie, którzy nie realizują się społecznie, odczuwają przymus atakowania innych. Wybierają cel, który stosunkowo łatwo jest obrzucić falą krytyki – jak ma to miejsce w przypadku zawodników fitness i kulturystyki, lub po prostu – normalnych ludzi, o pięknie zarysowanych mięśniach.

20150402_1149582

Jak na ironię, przecież siłownia jest miejscem „wykuwania” mięśni. Owszem, współczesne kluby wyposażone są w nowoczesny sprzęt do treningów aerobowych, a sam trening siłowy pomaga nawet w chorobie zwyrodnieniowej stawów. Na siłowni dbamy o kondycję, zdrowie i samopoczucie. Jednak główne założenie jest oczywiste – praca nad układem mięśniowym. Jeśli mogłabym doradzić niektórym paniom, poleciłabym zastanowić się nad wyborem aktywności fizycznej. Jest bowiem mnóstwo form ruchu, które być może skuteczniej zrealizują założone przez nie cele, a widok trenujących „jak facet” kobiet, nie podrażni wrażliwych receptorów wzroku…

Chciałabym przekazać Wam jedno. Róbcie zawsze to, co uznajecie za słuszne. Niech nie interesują was komentarze nikogo, kto uczęszcza na siłownię w celach dyskusji kulinarnych (o typach klientek siłowni wkrótce) , lub kto kompletnie nie zna się na tym, co wy robicie. Realizujcie założone cele, opierając się na zdobytej wiedzy i intuicji, a nie podpowiedziom innych. Gdybym miała słuchać „życzliwych słów troski”, nigdy nie byłabym tak szczęśliwa, jak (dzięki treningom) jestem obecnie.

Komentarze