Trudne życie sportowca…

„Trudno tak, razem być nam ze sobą…” – z czym wiąże się życie ze sportowcem?

Być może znacie to z autopsji. Wracasz z treningu, lub dopiero zamierzasz. Pojemniki uszykowane, wypełnia Cię pozytywna energia, którą chcesz podzielić się ze swoją drugą połową. „Muszę wypróbować ten system treningowy, o którym Ci opowiadałam…”, „kupię dziś te przyprawy od Pani Tereski, fajnie będą się komponować z kurczakiem, a teraz widziałam ryż na promocji, 3 za 2…”, „Dość. Mam dosyć tej monotematyczności!! Żyjesz tylko treningiem i żarciem…”

Jola

„Dość. Mam dosyć tej monotematyczności!! Żyjesz tylko treningiem i żarciem…”

Otóż, należy zdać sobie sprawę, na czym tak naprawdę polega konflikt. Osoby, które trenują amatorsko, rekreacyjnie, nie muszą raczej martwić się o tego typu sytuacje. Jeśli jednak Twój plan dnia jest absolutnie zdominowany i podporządkowany posiłkom, porom treningowym i regeneracji – dochodzimy do sedna. Dlaczego? Ponieważ partner ma prawo oczekiwać skupienia 100% uwagi właśnie na nim, jako że jest „najważniejszą osobą w Twoim życiu”. Co się jednak okazuje- Twoje myśli przepełnione są pasją i wszystkim tym, co jest z nią związane. Nie bez przyczyny. Trening dostarcza ogromnych pokładów endorfin (tzw. hormon szczęścia), od których mózg po prostu się uzależnia. Widzisz efekty swojej ciężkiej pracy, zatem również ego dostaje odpowiednią dawkę stymulacji.

Człowiek jest tak naprawdę prostą konstrukcją, a mózg pracuje niezależnie od nas (o czym już pisałam). Dlatego, kiedy pochłania nas jakaś czynność, pasja, nie jesteśmy w stanie podzielić się na dwie połowy i funkcjonować jako dwie autonomiczne części. Konflikty rodzą również same preferencje dotyczące spędzania czasu i stylu życia w ogóle. Kiedy partner już zdołał namówić Cię na imprezę, a Ty zdajesz sobie sprawę, że nie masz w szafie ani jednej eleganckiej rzeczy (lub te rzeczy są już zbyt opięte…), pojawiają się kolejne wyrzuty. To samo dotyczy odwiedzin restauracji, barów. Zapewne, Twoim najważniejszym kryterium wyboru restauracji jest spis makroskładników i „fit” posiłki, dla partnera- smak i „żeby się najeść”. To samo dotyczy wyjazdów rodzinnych : „nie zrób przykrości babci! Zjedz obiad”. Przykłady sytuacji spornych można mnożyć. Jak zatem znaleźć receptę?

Jola

Przede wszystkim, każdy z nas musi ocenić, co jest dla niego najważniejsze. Jeśli faktycznie sport jest na chwilę obecną dla Ciebie najważniejszy, a partner jest jedynie kulą u nogi – cóż, może czas na odważne decyzje. Namawianie swojej połowy do podjęcia tych samych działań na pewno nic nie wskóra, a jeśli już, to na krótką metę. Prędzej czy później konflikt będzie się pogłębiał. Cóż, pozostaje poczciwa rozmowa. Przede wszystkim, dobrze by było, gdyby każdy z partnerów miał swoją pasję lub coś, czym się zajmuje bez pamięci (mogą to być dwie, zupełnie odrębne dziedziny). Warto wyznaczyć sobie czas na dyskusje o tym hobby – np. przy wieczornym posiłku. Jeśli partner jest jedyną osobą, z którą możesz porozmawiać na swój ulubiony temat – natychmiast uruchom pokłady serdeczności, aby zjednać sobie kolegów i koleżanki z taką samą obsesją. Wypaplasz się do bólu, nie obciążając już partnera. Ustalcie zasady, których nie będziecie łamać – nie jadasz w barach typu fast-food, ale na domówkę chętnie się wybierzesz (ze swoimi pojemnikami).

Czy takie kompromisy się sprawdzają? To zależy od was, ale warto próbować. Pamiętajcie, że „marzenia są tam, gdzie jest wolność” – jeśli czujecie się ograniczani, hamowani, czas na odważne decyzje. Na koniec przytoczę jeszcze słowa profesora Bartoszewskiego, który kiedyś powiedział, że „w życiu są rzeczy, które warto, i są rzeczy, które się opłaca, ale nie zawsze to ,co warto, się opłaca i to, co się opłaca, warto”. Życzę owocnych przemyśleń :)

 

Komentarze